Tutaj już raczej nie wrócę.
Jeśli ktoś chce przeczytać coś mojego, zapraszam na:
reikan, ff o the GazettE
reikan, ff o the GazettE
Tagi:
nowe opowiadanie
the GazettE
01.01.2011 o godz. 22:23
komentuj (1)
Czego to ludzie nie wymyślą…
Chyba każdy z Was zgodzi się ze mną: Japończykom nie brak inwencji. To najbardziej oryginalny, pod względem ciekawych nierzadko absurdalnych rozwiązań, naród na świecie. Od kapci na kiju, do metrowego „scyzoryka”, masła w sztyfcie i parasola, który trzyma się sam… Dzisiaj przygotowałam dla was kilka niesamowitych pomysłów, które wpadły do japońskich głów. N-joy
Widzę, co mówisz…
Widzę, co mówisz, czyli okulary zwane Tele Scouter, funkcjonujące jako… tłumacz. Na czym polega to cudo? Ano, wypowiedziane przez któregoś z rozmówców słowa są nagrywane. Następnie wędrują do serwera, który analizuje je i tłumaczy, przesyłając gotowe tłumaczenie do Tele Scoutera rozmówcy. Całkiem proste, prawda? Oczywiście, teraz są one w stadium eksperymentalnym i kiedy zostaną wypuszczone na rynek osiągną zawrotną, nieosiągalną na ludzi z normalnym budżetem, cenę. 83 tysiące amerykańskich dolarów. Czy ktoś z Was się pokusi? ;)
Najpierw toaleta, potem lot!
Powszechnie wiadomo, że paliwo lotnicze jest bardzo drogie, chyba wszyscy się co do tego zgadzamy. All Nippon Airways (tj. popularne japońskie linie, dla jasności) wpadły ostatnio na… hmm… genialny pomysł. Mianowicie: poproszono pasażerów, by przez startem samolotu każdy z nich… skorzystał z toalety. Skoro kilkadziesiąt podróżnych wypróżni się przed lotem na pokładzie będzie parę ładnych kilogramów mniej, prawda? A to z kolei pozwoli zaoszczędzić trochę cennego paliwa. Na tą chwilę zasada ta jest na poziomie testowym, dopiero za jakiś czas okaże się, czy pomysł jest dobry.
Japońskie gotowanie…
Robot kuchenny z sylikonową „łapą” serwujący sushi
Takie cuda techniki, a także wiele innych ciekawych propozycji zostały pokazane na Międzynarodowej Wystawie Maszyn Spożywczych i Technologii, który odbył się w Tokio. Atrakcją stały się roboty kuchenne przygotowujące posiłki: na przykład omlety i sushi, którymi można było się poczęstować. (Wyglądają smacznie, ka?)
Niesamowity pociąg
Znacie ten scenariusz? Matka, dziecko i wrzask?
Japończycy znaleźni na to rozwiązanie: pociąg dla matek z dziećmi. Jeździ codziennie na czternastokilometrowej linii Kishigawa. Tysiące zabawek, łóżeczka dla najmniejszych, telewizory z bajkami… Pociąg zaprojektował Eiji Mitooka.
Grające… drogi?
Zacytuję:
„Wystarczy z właściwą prędkością przejechać po oznaczonym nutkami odcinku drogi. Dzięki specjalnemu wyżłobieniu powierzchni jezdni, nasz samochód zagra piękną i niepowtarzalną melodię. Muzyczna droga pokryta jest żłobkami oddalonymi od siebie o 6 do 12 milimetrów. Im mniejszy odstęp między rowkami, tym wyższy dźwięk wydobędzie się spod kół naszego samochodu. Japończycy mają już trzy takie jezdnie, a każda z nich wygrywa inną melodię. Uwaga: żeby usłyszeć muzykę, nie można jechać więcej niż 40 km na godzinę!”
Cóż, to chyba mówi samo za siebie. A raczej… gra.
To tylko kilka z wielu.
Trochę zdjęć, czyli co siedzi w japońskich głowach, ciąg dalszy. <uśmiecha się leciutko> Sayo, robaczki.
Tagi:
niesamowite
Mam nadzieję, że się Wam jeszcze ta tematyka nie sprzykrzyła, moi drodzy. Oczywiście, jest więcej różnych, cudownych ludzi zajmujących się cosplayem. (i tak, są też chłopcy)
Dzisiaj poznacie się z dwiema wyjątkowymi cosplayers: Singi i Midori, które podbiły moje serce od pierwszego wejrzenia.
Dzisiaj poznacie się z dwiema wyjątkowymi cosplayers: Singi i Midori, które podbiły moje serce od pierwszego wejrzenia.
Wiele twarzy: Miłość do przebieranek II
Singi Houtou
W cosplayu Rozen Maiden jako Kirakishou
W cosplayu Sengoku Muso jako Kunoichi
FINAL FANTASY Agito XIII
W cosplayu Gintama jako Kijima Matako
W cosplayu Rozen Maiden jako Suiguintou
Midori Kanda
W cosplayu Patalliro! jako Maraich Juschenfe
W cosplayu Izuna : Legend of Unemployed Ninja jako Shino
W cosplayu TengenToppa Gurren jako Lagann
W cosplayu Eureka Seven jako Anemone
Mam nadzieję, że się Wam podobało. O czym chcecie czytać/ co chcecie oglądać w następnym wpisie? Jakieś życzenia?
Sayo
Tagi:
cosplay
Wiele twarzy: Miłość do przebieranek
Kipi, cosplayowa księżniczka
Któżby jej nie znał.
Ta tchnąca słodyczą twarz jest wprost stworzona do cosplayu. Od Misy Amane („Death Note”), Chii („Chobits”) i Yuuki Cross („Vampire Knight”), po Shanę („Shakugan no Shana”) oraz Haruhi Suzumiyę. Zmienia ubrania, zmienia makijaż i fryzurę, ale, obojętnie w jakiej pokazuje się odsłonie, wciąż towarzyszy jej specyficzna, niepowtarzalna świeżość. I to ją wyróżnia.
Kipi urodziła się 8 kwietnia 1988 roku, jest zodiakalnym lwem. Ma 153 cm wzrostu, warzy 46 kilogramów. Ulubiony kolor: złoty.
Została doceniona w 2006 roku, kiedy to otrzymała nagrodę Best Actress Cosplay. Jest też oficjalną przedstawicielką cosplayu Haruhi Suzumiyi.
Arisa Mizuhara
Mierzy 163 centymetry. Jest zodiakalnym skorpionem, urodziła się 22 listopada. Interesuje się malarstwem, pisaniem, ostatnio grami komputerowymi. Najbardziej lubi czekoladę, ciasteczka i sery. Pije dużo kawy.
Po raz pierwszy wcieliła się w Dejiko, w grudniu 1999 roku.
SHOKOTAN, Shoko Nakagawa
Piosenkarka, modelka, utalentowana ilustratorka, aktorka oraz seiyū. (tj. japoński aktor głosowy, działający w radiu, telewizji, filmach, czy anime) To prawdziwa otaku, znana ze swojej miłości do cosplayu. Kupuje mnóstwo ubrań na specjalnych aukcjach (szczególnie kostiumy „Neon Genesis Evangelion”, „The Final Fantasy” i „Sailor Moon”) Jedna również jedną z najbardziej znanych japońskich blogerek. Stronę internetową odwiedza przeszło 100 milionów internatów miesięcznie, a jakieś pół roku temu stuknęła jej miliardowa odsłona.
Ostatnio mówiono o niej na całym świecie, ponieważ włożyła do ust… kota. (patrz: ichi, ni, san, shi)
I właśnie: koty. W którymś momencie miała ich dwadzieścia. Jej ulubiony zwierzak nosi imię Mamitasu. Jak sama podkreśla, Nakagawa „love her to death”.
Jednakże sposoby adoracji ma… poniekąd dziwne. Dokładniej? Good smell, moi drodzy. Nie będę tłumaczyć, zobaczcie sami: ichi Wiecie jaki opis pojawił się pod tym zdjęciem na angielskiej wersji jej bloga? „Japan won a gold medal so Mamitasu-sama’s smell is even more scentful than usual.” (Nie martwcie się, jeśli przy czytaniu nie rozumiecie wszystkiego, Nakagawa często używa wymyślonego przez siebie slangu.)
Może trzeba się zaniepokoić? Skoro bloga okraszają, obok zdjęć kotów, kociaków i koteczków, także przeróżne potrawy, które Shoko zjada, a pierwsze pytanie jakie kieruje się do niej na wywiadzie brzmi: Which kind of cat tastes best?
Oto fragment wywiadu:
Japanator: Which kind of cat tastes best?
Translator: Hm?
Japanator: Yeah, tastes... which kind of cat tastes best?
Translator: Oh! [she laughs, and then when talking to Shoko-tan, she says "deep kiss," which starts the whole room laughing]
Shoko-tan: The most delicious cat is called Mamitasu, which is my cat. I've had so many cats in my life so far, but Mamitasu is the only female cat. I love her to death. Everyday when I go home, I smell her whole body [room explodes with laughter] and I kiss her fur.
[in English] Smell. Good Smell. [laughter]
I just love her to death. And I've even worked with her in a collaboration with Hello Kitty. Also, I published a mamitasu photobook.
[again, in English, grinning] Mamitasu, good smell.
Japanator: Your blog is incredibly popular. I was wondering if you had any advice fellow bloggers on how to make their blogs as popular as yours is.
Shoko-tan: My advice, if I could give any advice to other bloggers, would be to be free and not care about what other people think. Because that's exactly what I do. You know, I dress up in a cosplay outfit and do cooking and have a picture posted. Or when I feel like smelling my cat's butt [laughter], I do that. You know, stupid things like that. (…)
Przesłuchałam kilka losowych piosenek SHOKOTAN.
Takie, o, typowe, zaprawione całą odrobiną słodyczy, nieco rozrzewnione… Nie mój typ. Ale może komuś z was przypadnie do gustu.
Jej piosenka Namida no Tane, Egao no Hana.
N-joy it.
Saya
Jest popularna, wcielała się w bardzo wiele różnych postaci, ale szczerze powiedziawszy niewiele o niej wiem. Tylko, że ma 165 cm wzrostu, ma urodziny 12 września i, co zobaczy każdy kto tylko na nią spojrzy, ma w sobie dużo oryginalności.
Namada jako Rei Ayanami
Necoco jako Miku Hatsune
Mayuka, Louise Francoise
Zero Inch jako Mikuru Asahina
Usagi Tsukimiya jako Haruki
Jeśli wam się podobało i macie takie życzenie, następny wpis także może dotyczyć cosplayu. (W końcu… nie tylko dziewczęta się w to bawią. Przebieranie kręci także chłopców.)
Nie bez pomocy.
Trudno nie ulec złudzeniu. Nawet cosplayowe piękności poprawiają swoją urodę.
Trudno nie ulec złudzeniu. Nawet cosplayowe piękności poprawiają swoją urodę.
Tagi:
cosplay
Na prośbę Asakury: Dwie, godne uwagi książki o Japonii. (Na tą chwilę daruję sobie recenzowanie i ocenę kolejnych pozycji, choć jest ich, tych wartych uwagi, dość sporo.) W żadnym wypadku nie kopiować, bardzo proszę. Pomijając fragmenty w których zawarłam wszelakie cytaty jest to moja praca.
Książka traktuje o kulturze Japonii i jej o wieloletnich tradycjach, jednak faktycznym powodem dla którego ją polecam jest to, że;
- Jej autorem jest Tokijczyk. Jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a ponieważ Esho Muraishi siedzi w tym po przysłowiowe uszy…
- Interesująca jest sama forma zapisu. Mianowicie, moi drodzy, książka jest zbiorem esejów, które ukazały się w japońskiej prasie. Przetłumaczone zostały przez żonę Muraishiego.
Przedstawię wam krótki fragment „Dotyku”, jako przedsmak tego, co was czeka przy bliższym z nią spotkaniu. Jeśli, oczywiście, skorzy będziecie uwierzyć takiej nieopierzonej paździorce jak ja.
Esej nosi tytuł „Gejsza”.
Dla zainteresowanych; polecam zapoznanie się z całością.
Za liczącą 156 stron książkę (w formacie A4 i miękkiej okładce) zapłacicie około 22 złote. Myślę jednak, że będą to dobrze wydane pieniądze. Podejmuje ono ciekawe tematy, przedstawia je w przystępny, interesujący sposób i wiele wyjaśnia.
To jeden z bardziej interesujących tytułów, taki, który na pewno nie stanowi kompendium wiedzy, a jednak daje nam wiele cennych odpowiedzi.
Mianowicie; zarówno tematyka, jak i różnorodność narodowościowa autorów jest wieloaspektowa. Cóż takiego kryje się pod tą wydumaną terminologią? Ano, autorzy tej książki (Tak, autorzy, „Świat z papieru i stali” jest dziełem wspólnym, na którym swoje łapki odcisnęli nie tylko Polacy oraz Japończycy, ale także przedstawiciele innych narodowości, w jakiś sposób związani z Japonią.) postawili na tytułową „okruchowość”, stwarzając wieloelementową układankę z przemyśleń, wrażeń, opinii i obrazów.
No i tutaj pojawia się pewien problem, bo owa innowacyjność i pozbawienie logicznego kręgosłupa można rozpatrywać zarówno jako plus: każdy znajdzie coś dla siebie, lub wielki, kosmaty minus, ponieważ, jak to zwykle bywa przy pracach zbiorowych, niektóre tematy zdają się być zaledwie liźnięte, jakby pozostawione w stanie surowym. Najwięcej miejsca poświęcono mandze, japońskiej kuchni oraz osobistym relacjom z życia w Japonii; obcowania ze zwyczajami i językiem, czyli okiem Europejczyka. Znajdziemy tu także refleksje samych Japończyków, stanowiące ciekawy punkt widzenia w przedstawianych faktach.
W Internecie odkryłam ciekawy zestaw „pytań”, na które jakoby „Świat z papieru i stali ” odpowiada:
304 strony, wydatek 29,50 złotych; zapewnią nam, może nie rozrywkę najwyższych lotów (nie pozbawioną wad i niedociągnięć), ale na pewno ciekawe doświadczenie, wiele cennych informacji. Dla pasjonatów: uzupełnienie posiadanej wiedzy oraz ciekawy smaczek. Natomiast nowicjusze mogą, według mnie, zyskać bilet do tego niezwykłego, urokliwego świata, owianego zapachem wiśni i świstem samurajskiego miecza.
Dotyk Japonii
Książka traktuje o kulturze Japonii i jej o wieloletnich tradycjach, jednak faktycznym powodem dla którego ją polecam jest to, że;
- Jej autorem jest Tokijczyk. Jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a ponieważ Esho Muraishi siedzi w tym po przysłowiowe uszy…
- Interesująca jest sama forma zapisu. Mianowicie, moi drodzy, książka jest zbiorem esejów, które ukazały się w japońskiej prasie. Przetłumaczone zostały przez żonę Muraishiego.
Przedstawię wam krótki fragment „Dotyku”, jako przedsmak tego, co was czeka przy bliższym z nią spotkaniu. Jeśli, oczywiście, skorzy będziecie uwierzyć takiej nieopierzonej paździorce jak ja.
Esej nosi tytuł „Gejsza”.
"(…) Gejsze nie koniecznie są młode. Jako gejsze pracują kobiety pomiędzy 15 a 60 rokiem życia. Nad pracą gejszy czuwa specjalne biuro (geisha okiya) koordynujące relacje pomiędzy restauracją, gejszą i jej gościem. Są pewne zasady, których każda prawdziwa gejsza przestrzega. Nie może ona wykazywać jakichś określonych preferencji politycznych, gdy zabawia gościa; nie powinna wdawać się w rozmowy z innymi gejszami – jej gość winien być centrum jej uwagi, gdy oboje przebywają w pokoju gościnnym wysłanym tatami (słomiana podłoga). Nie może ona ujawniać niczego, czego dowiedziała się od swoich gości. Musi chronić prywatność gości. W ten sposób jej klienci – politycy, ludzie interesu, artyści czy inni – mogą się czuć w jej towarzystwie swobodnie. Nawet w dzisiejszych czasach większość japońskich polityków i ludzi biznesu organizuje swoje spotkania w ryotei – tradycyjnie urządzonych japońskich restauracjach z gejszami. (…)
Tradycja gejszy jest jakby projekcją japońskiej grafiki ukiyo, urokliwego świata okresu Tokugawa, kwitesencji japońskiej epikurejskiej filozofii życia, która głosi, że nic, co ludzkie, nie jest grzechem. Nie trzeba się wstydzić ludzkich przyjemności, dobrego wina, smacznego jedzenia ani miłości, której
wspaniałą częścią jest seks."
Dla zainteresowanych; polecam zapoznanie się z całością.
Za liczącą 156 stron książkę (w formacie A4 i miękkiej okładce) zapłacicie około 22 złote. Myślę jednak, że będą to dobrze wydane pieniądze. Podejmuje ono ciekawe tematy, przedstawia je w przystępny, interesujący sposób i wiele wyjaśnia.
Świat z papieru i stali- okruchy Japonii
To jeden z bardziej interesujących tytułów, taki, który na pewno nie stanowi kompendium wiedzy, a jednak daje nam wiele cennych odpowiedzi.
Mianowicie; zarówno tematyka, jak i różnorodność narodowościowa autorów jest wieloaspektowa. Cóż takiego kryje się pod tą wydumaną terminologią? Ano, autorzy tej książki (Tak, autorzy, „Świat z papieru i stali” jest dziełem wspólnym, na którym swoje łapki odcisnęli nie tylko Polacy oraz Japończycy, ale także przedstawiciele innych narodowości, w jakiś sposób związani z Japonią.) postawili na tytułową „okruchowość”, stwarzając wieloelementową układankę z przemyśleń, wrażeń, opinii i obrazów.
No i tutaj pojawia się pewien problem, bo owa innowacyjność i pozbawienie logicznego kręgosłupa można rozpatrywać zarówno jako plus: każdy znajdzie coś dla siebie, lub wielki, kosmaty minus, ponieważ, jak to zwykle bywa przy pracach zbiorowych, niektóre tematy zdają się być zaledwie liźnięte, jakby pozostawione w stanie surowym. Najwięcej miejsca poświęcono mandze, japońskiej kuchni oraz osobistym relacjom z życia w Japonii; obcowania ze zwyczajami i językiem, czyli okiem Europejczyka. Znajdziemy tu także refleksje samych Japończyków, stanowiące ciekawy punkt widzenia w przedstawianych faktach.
W Internecie odkryłam ciekawy zestaw „pytań”, na które jakoby „Świat z papieru i stali ” odpowiada:
- Gdzie można zobaczyć uśmiech niebiańskiego smoka?
- Jakie bóstwo mieszka w "lisiej świątyni"?
-Co myślą o życiu młode Japonki?
- Gdzie można zjeść najlepszy ramen?
- Gdzie w Japonii rośnie lawenda?
- Jak wyglądają japońskie kafejki internetowe?
- W którym zakątku Japonii cofa się czas...
- Gdzie w Japonii znajdziemy wiatraki?
- Jaka była rola Pszczółki Mai w świecie nazistowskiej propagandy?
- Czego plagiatem jest słynna animacja „Król Lew”?
- Kogo musieli pytać o zgodę na małżeństwo posiadacze ziemscy z epoki Edo?
- O czym rozmawiała Cesarzowa z polskimi studentami?
- W jaki sposób dziewczyna z ludu Ainu dawała chłopakowi kosza?
- Co robią Japonki, żeby wyglądać 10 lat młodziej?
- Czy Polska sąsiaduje z Hiszpanią, czyli co wiedza o nas japońscy studenci?
- I wiele innych rzeczy.
304 strony, wydatek 29,50 złotych; zapewnią nam, może nie rozrywkę najwyższych lotów (nie pozbawioną wad i niedociągnięć), ale na pewno ciekawe doświadczenie, wiele cennych informacji. Dla pasjonatów: uzupełnienie posiadanej wiedzy oraz ciekawy smaczek. Natomiast nowicjusze mogą, według mnie, zyskać bilet do tego niezwykłego, urokliwego świata, owianego zapachem wiśni i świstem samurajskiego miecza.
Książka jest gęsto okraszona zdjęciami.
Tagi:
dotyk japonii
Nie będę pisać o sobie. Banalne.
Nie napiszę, że pierwsze kroki zawsze są trudne i trzeba niemal ugryźć się w tyłek, aby znaleźć na to oryginalny sposób. Oczywiste.
Nie powiem też, że liczę na Wasze zainteresowanie. Choć w istocie… liczę.
Jedno słowo: Japonia
Więc jedziemy, robaczki.
Co najbardziej Was zainteresuje?
Informacje o Japonii?
Ciekawe fakty?
Może wspólna nauka języka?
Kultura?
Zdjęcia?
Żąglerka stylami japońskiej młodzieży?
Informacje z drugiej łapki?
A może moje opowiadania i wiersze?
Dajcie znać.
Nie napiszę, że pierwsze kroki zawsze są trudne i trzeba niemal ugryźć się w tyłek, aby znaleźć na to oryginalny sposób. Oczywiste.
Nie powiem też, że liczę na Wasze zainteresowanie. Choć w istocie… liczę.
Jedno słowo: Japonia
Więc jedziemy, robaczki.
Co najbardziej Was zainteresuje?
Informacje o Japonii?
Ciekawe fakty?
Może wspólna nauka języka?
Kultura?
Zdjęcia?
Żąglerka stylami japońskiej młodzieży?
Informacje z drugiej łapki?
A może moje opowiadania i wiersze?
Dajcie znać.
Tagi:
atarashii



































